sobota, 16 kwietnia 2011

Blondynki, szatynki, Ja wszystkie was świnki, wywozić chcę...


Niemiecka autostrada Nas nie przywitała dobrą pogodą...
Najpierw dezynfekcja...

Nadszedł czas gdy ruszyć w drogę trzeba było. Kurs na Danię po prosiaczki :D z tymi zwierzętami miałem czasem do czynienia jak odwiedzałem Teściową na wsi, więc moje doświadczenia były raczej znikome, ale że miałem jechać w zastępstwie to co tam, jakieś małe doświadczenie życiowe się przyda. Lecz po kolei...

























No to teraz czekamy
Bez tego byśmy niczego nie załadowali, przepisy sanitarne wskazywały od czego mamy zacząć.













Skoro już czekamy to pozwoliłem sobie strzelić fotkę zestawu, który stał Nam przed nosem.





 Rzeczywiście, zestaw robił małe wrażenie, nówka, bo to i też Volvo, zabudowa cztero-poziomowa, ostatni krzyk mody w tej branży, było na co popatrzeć.





Rampa załadowcza na wysokim poziomie, osobiście miałem inne wyobrażenie, ale ciągle człowiek uczy się, często też całe życie. Miałem okazję podpatrzeć jak to inni robią.









Tym sposobem udało Nam się wypełnić przestrzeń załadunkową i przystąpić do parzenia kawy, której nie mieliśmy okazji wypić zaraz po śniadaniu.
"Blondyny" załadowane, sporo było z nimi kłopotu, bo najzwyczajniej nie chciały wejść ani na przyczepę, ani na samochód, musieliśmy je jakoś "zmobilizować" do wejścia!





 Skoro już tak się stało, to mogliśmy przystąpić do swojej czystości, prysznic, kawka i w drogę.
Z Danii wyjechaliśmy ok godz. 13.00 czyli wcześniej niż planowaliśmy, bo sam załadunek był przyśpieszony, co Nas ucieszyło, lepiej jeździć za dnia niż po nocy, choć i tej nie dało się uniknąć. Gdy przekroczyliśmy granicę zaczeliśmy szukać stacji aby się zatankować i przy okazji coś zjeść, obiad był ogromny, smaczny i syty, był wieczór więc taki spóźniony obiad był jak najbardziej na miejscu. Niestety, chwile dobrego jak zwykle kończą się szybko, z pełnymi brzuchami zasiadamy do pojazdu i w drogę. Ja zasiadam za sterami, mój zmiennik siada dopiero po paru godzinach gdzie ja w tym czasie przysypiam lekko, budząc się gdzie mieliśmy zrzucić pierwszą partię blondynek, szybka kawa, formalności i jedziemy dalej. Świnki senne podobnie jak i my, cel już nie daleko, zmieniamy się po drodze, mój zmiennik zapada w sen, ja ciągnę dalej jazdę do samego celu. Trochę było kombinacji bo miejsca było mało, przyczepę musieliśmy odpinać i oddzielnie rozpocząć rozładunek. Kłopoty rozpoczęły się gdy podczas liczenia stada okazało się, że jedna sztuka padła, a pięciu brakuje. Liczenie ponowne, wynik ten sam i tak za czwartym razem doszliśmy do tego, że jednej brakuje, jedna padła, wynik do przyjęcia. Gospodarze podczas wypełniania formalności zaprosili na obiad z którego nie mogliśmy sobie odmówić. Powrót szybko do domu, weekend rozpocząłem od sobotniego poranka słonecznego, budząc się w czystej pościeli w swoim łóżku.































wtorek, 12 kwietnia 2011

Przystań żeglarska w Bogaczewie koło Morąga.





Tak , nakładem pieniędzy UM Morąg oraz staraniem się grupy osób braci żeglarskiej oraz wsparcia planu Europejskiego dofinansowania Mazurskich regionów w zeszłym roku rozpoczęto przebudowę i modernizację przystani. Przedsięwzięcie dość spore jak na ten region, bez pomocy finansowej taki pomysł byłby dalej w sferze marzeń. Dziś tak ona wygląda jak na zdjęciach, powiało profesjonalizmem i czymś na co dawno czekaliśmy. W tym roku ta przystań będzie świecić swoją gwiazdą w okolicach podobnej nie ma, na tym jeziorze jedyna...CDN.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Życie płata figle.

Ucho jak mnie szwankuje tak szwankuje, kolejna wizyta u lekarza, skierowanie do poradni.
A cóż ciekawego na froncie zawodowego kierowcy? Otóż praca w Belgii nie wypaliła, wczorajszy e-mail lekko mi podciął skrzydła, dostałem wiadomość, że praca z którą wiązałem wiele nadziei (finansowych również) odkłada się na 4-5 miesięcy o ile w ogóle się rozpocznie. Mam nadzieję, że niedoszły-przyszły pracodawca pozapina wszelkie formalności i stworzy firmę tak jak miał to w planie. Nie przeczę, troszkę poczułem się zawiedziony, trochę czasu przez to straciłem, możliwości zarobkowania itd. Nie mniej jednak Ja osobiście nic na to nie poradzę, mój niedoszły zamiennik Marcin z Mrągowa jeszcze ma nadzieje, że pojeździmy wspólnie, ale wybór firm w naszym regionie jest nie wielki i wątpię czy będziemy kontynuować dalszą współpracę jako kierowcy. Wykonałem parę telefonów, dobrze, że do tego czasu gromadziłem notatki firm, które szukają kierowców, część z nich była już nie aktualna, ale podparłem się internetem gdzie wyszukałem oferty najbardziej chyba aktualne. Wczoraj byłem umówiony na rozmowę w sprawie pracy, sprawdzili wszelkie papiery jakie powinien mieć kierowca, pokserowali i przed świętami mam zacząć u nich pracować, dziś dzwonili już do mnie, bo jakiś kierowca zachorował i mam pojechać w zastępstwie, także we wtorek ruszam w pierwszą trasę po tak długiej przerwie. Jutro jestem umówiony na rozmowę w innej lokalnej firmie, ale z tego co wiem to opinie kierowców są mocno podzielone na jej temat, pojadę choćby dla samego siebie, że niby wykorzystałem co mogłem w poszukiwaniu pracy. Mam przecież jeszcze czas na podejmowanie decyzji, także spokojnie bez nerwów. Chwilowe niepowodzenie zamieniło się jakby w sukces w odzyskaniu pozycji zawodowej. Troszkę kamień z serca spadł, ale czy na pewno? Jak zwykle bywa w takich przypadkach czas pokaże w najbliższych dniach co z tych zabiegów wyjdzie.

Mój samochód coraz to bardziej przysparza dużo problemów, a może czas zmienić mechanika? Silnik wciąż pokazuje swoje ząbki, nie chce współpracować, jak nie wycieki oleju spod pokryw zaworów, to spod głowicy, żona już przewraca oczami jak słyszy, że Omesia znów wylądowała u mechanika. Na to wygląda, że w tym roku czeka nas zmiana samochodu, z uwagi na potrzebę posiadania auta, konieczność zmiany jest sprawą priorytetową! Na dzień dzisiejszy nie mam jeszcze typowań jakie to będzie auto, najpierw potrzebne są fundusze, jak się znajdą to wtedy będę myślał nad tym poważnie. Na to wygląda, że pomysł zakupu motocykla znów się przesunie w bliżej nieokreślonym czasie.Jak tak dalej pójdzie to motocykl stanie u mnie za kilkanaście lat, których nie mam.

poniedziałek, 21 marca 2011

cd.

Wizyta u lekarza była dość krótka, dostałem skierowanie do specjalisty, z którym poszedłem do rejestracji przychodni, tam miła Pani poinformowała mnie o tym, że najbliższy możliwy termin wolny do specjalisty jest za miesiąc. Przecież mam zapalenie ucha, które w dodatku mnie boli, ręce mi opadły razem ze szczęką. Lecz po chwili ta sama Pani zapytała się o moje nazwisko i powiązanie z nazwiskiem mojej żony ;-) potwierdziłem, że to moja żona i sprawa nagle zmieniła obrót, zapisała mnie na termin wcześniejszy, czyli na następny dzień, jakiż to mi kamień z serca spadł, wielce podziękowałem hamując się aby owej Pani nie wyściskać prze trotuar który nas dzielił. Na drugi dzień stawiłem się u specjalisty, który stwierdził co stwierdził, zapisał antybiotyki i kazał się pojawić do kontroli za tydzień o ile termin wizyty na to pozwoli, już w myślach miałem widmo jak Ja to zrobię? No cóż, poszedłem do owej miłej Pani w rejestracji z miną chorego, ale zadowolonego nie do końca, przedstawiłem swój problem i ona bez szemrania zapisała (czyt.wcisnęła) w możliwy termin wizyty lekarskiej u specjalisty, czyli tj. jutro(wtedy za tydzień) nie macie pojęcia nawet jakże byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Jak widać nawet z takich spraw człowiek się cieszy, że może jak za komuny korzystać z darmowego leczenia z tempie ekspresowym. Tak więc jutro następna wizyta lekarska jaka mnie czeka i mam nadzieję, że ostatnia na dłuższy czas.

niedziela, 13 marca 2011

Ach te zdrowie...

Nigdy na swoje zdrowie nie narzekałem, swoje wychorowałem w dzieciństwie. A teraz od kilku dni mi świszczy w uszach, a od wczoraj zaczęło mnie boleć ucho, dziś gardło pobolewa. To jakaś plaga! Dobrze, że termin wyjazdu do Belgii się przesunął to będę miał czas na wyleczenie, nie znoszę chorób, które mnie nawiedzają, w prawdzie to rzadkie przypadki, ale dosłownie wściekam się jak mnie dopada. Zdecydowanie jutro czeka mnie wizyta u lekarza, której się dosłownie boję, no może nie samej wizyty tylko ten proces jaki mnie czeka zanim dojdzie do samej diagnozy lekarskiej, najpierw rejestracja do lekarza rodzinnego, skierowanie do laryngologa, nie mam pewności czy trafię do specjalisty w tym samym dniu. Tego właśnie się boję! No cóż, nic innego mi nie pozostało jak stawić czoła tym problemom, aby do jutra to ucho moje całkiem się nie rozszalało, bo nie ma nic gorszego jak ból zęba, ucha i głowy.
                                       Z nudów rozebrałem swój aparat cyfrowy, który od jakiegoś czasu nie działa prawidłowo, nic nie stwierdziłem, gołym okiem nic nie widać podejrzanego, chyba nic z niego nie będzie, szkoda mi tylko tych zdjęć, które miałem w nim wiele z nich miało trafić na ten blog, szkoda, wielka szkoda.

czwartek, 3 marca 2011

Pamięć Dziadka!

Dziś, a właściwie wczoraj umarł mój Dziadek, dożył sędziwego wieku. Urodzony w Prusach Wschodnich Dezerter Werhmahtu, były żołnierz Armii  Andersa, przeszedł szlak bojowy od Tobruku po Włochy, raniony dwukrotnie, po wojnie wrócił do kraju do rodziny do kraju bez przyszłości. Człowiek prosty i nieustępliwy, czasem trudno znośny, nie do zdarcia, twardy i długowieczny jak dąb. Dla mnie dla smyka jednak zdejmował maskę tej twardej męskości pozwalał mi na różne rzeczy, sam do tej pory nie rozumiem dlaczego to robił. Był na mojej przysiędze wojskowej, pamiętam jak dziś jak wspominał, że mojej przysięgi nie dożyje, dożył z powodzeniem. Doczekał wnucząt i prawnucząt, odszedł w pokoju w Polsce z przyszłością.

wtorek, 1 marca 2011

Mija ten czas jak cholera!

No i mamy marzec. Już teraz wiem, że moja nowa praca się lekko opóźni o parę dni, planowane rozpoczęcie 16-17 marzec więc mam jeszcze trochę czasu. pierwsze słoiczki z żarciem trafiają powoli do lodóweczki, a to grochóweczka, a to pomidorowa, a to ogórkowa, nawet galaretka i leczo również czeka. Pakować się teraz nie muszę bo zabieram na wyjazd tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Resztę gratów zabieramy w drodze na Moskwę. Mam kontakt z paroma kierowcami, którzy jak Ja czekają na rozpoczęcie tej roboty, większość z nich lekko panikuje, bo już lekko za długo czekają i tryskają niecierpliwością. Mam na tyle swobody i czasu, jak i też świadomości, że nigdzie mi się nie śpieszy, że taka niecierpliwość wydaje się dla mnie śmieszna. No cóż, chłopaki zapewne mają swoje problemy dlatego ich rozumiem.

Miałem wstawiać zdjęcia, mój aparat oraz zdjęcia na karcie póki co są nie do przeniesienia, aparat zawiesił się i nijak nie mogę odzyskać ich, muszę oddać do serwisu.Jest tam sporo zdjęć które robiłem z myślą o tym blogu, szkoda by było je stracić bezpowrotnie. Chyba mu troszkę piasek greckich dróg przeszkodził :D