
Hej!
Zbliża się nieuchronnie koniec wakacji, a Ja mam wisielczy humor odkąd powróciłem z Grecji, ale ten temat pozostawię na później. Jednak nie ma co się rozczulać i przeć dalej przez to gówniane życie, które płata nam co jakiś czas sporo psikusów i dostarcza tyle samo emocji. Tyle lat co żyję na tej ziemi dostarczyło mi sporo doświadczeń, które ukształtowało moje spojrzenie na świat i ludzi oraz pragnienia, marzenia jak i cele życiowe.
Długo się zastanawiałem nad napisaniem blogu i do końca nie jestem pewny czy chcę to zrobić. Cóż jestem raczej zamknięty w sobie i raczej nie lubię osobistych zwierzeń na publicznym forum. To takie obnażające! Myślę, że jakoś to wszystko poukładam tak abym mógł czuć się dobrze pisząc teksty w tym blogu. W końcu prawie wszyscy piszą, to czemu i Ja bym nie mógł? Koniec świata, co Ja robię?!
Tak więc czas zacząć tą nie równą walkę i podjąć rzuconą rękawicę oraz podołać wyzwaniu!
Mieszkam w Morągu, miasteczko położone pomiędzy Olsztynem, a Elblągiem, często ludzie mylą z Mrągowem. Okolice są przepiękne: jeziora, lasy nie wysokie wzniesienia, ukształtowanie terenowe rozmaite. Nie skażone przemysłem istna sielanka przyrodnicza! Wspomniałem o jeziorze? Nie inaczej, bo na jednym z nich sobie żegluję, ładując swoje "akumulatory"klasa czystości pierwsza, więc doznania są jeszcze większe. Żeglarstwem zaraziłem się za czasów chłopięcych gdy mieszkałem w Iławie(moje ukochane miasto) z dużą przerwą nie pływałem z różnych powodów, ale gdy się tu sprowadziłem ponownie wróciłem do tego wspaniałego sportu, rekreacji i czego sobie tam jeszcze życzycie!
Zainteresowanie dość szczególne, wymagające sporo umiejętności, znajomości zagadnienia oraz nakładu finansowego i z tego też powodu dość długi czas nie posiadałem swojej łodzi do czasu gdy nie nadarzyła się wyśmienita okazja. Zdobyłem Omegę klasa jachtów żeglarskich, które są dobrze znane Polskim żeglarzom, to na niej prawie każdy uczył się tego rzemiosła i do niej wracał wspomnieniami itp. Ta łódka wymagała sporej pracy, z przyjacielem postanowiliśmy ją przywrócić do jakiejś świetności, zrobiliśmy pierwsze podejście i udało nam się to zrobić w stopniu dostatecznym jak na mój gust. Drugie podejście już z większym nakładem finansowym uczyniliśmy dwa lata później, ale efekt już był dobry, ale na żagle już nie mieliśmy więcej pieniążków, szkoda bo tego jej najbardziej brakowało! Bawiliśmy się nią przednie, dostarczała nam wiele emocji i zadowolenia, osobiście byłem z niej dumny, bo na "moim" jeziorze była jedną z nie wielu tego typu jachtów. Niestety, nadszedł czas pożegnania się z "Harpunem", wizja wyjazdu za granicę na czas nieokreślony zmusiła mnie do sprzedania łódki i poszła w dobre ręce (taką mam nadzieję) prawie ze łzami w oczach żegnałem ją na przystani!
