| Niemiecka autostrada Nas nie przywitała dobrą pogodą... |
Najpierw dezynfekcja... |
| No to teraz czekamy |
Skoro już czekamy to pozwoliłem sobie strzelić fotkę zestawu, który stał Nam przed nosem.
Rzeczywiście, zestaw robił małe wrażenie, nówka, bo to i też Volvo, zabudowa cztero-poziomowa, ostatni krzyk mody w tej branży, było na co popatrzeć.
Tym sposobem udało Nam się wypełnić przestrzeń załadunkową i przystąpić do parzenia kawy, której nie mieliśmy okazji wypić zaraz po śniadaniu.
"Blondyny" załadowane, sporo było z nimi kłopotu, bo najzwyczajniej nie chciały wejść ani na przyczepę, ani na samochód, musieliśmy je jakoś "zmobilizować" do wejścia!
Skoro już tak się stało, to mogliśmy przystąpić do swojej czystości, prysznic, kawka i w drogę.
Z Danii wyjechaliśmy ok godz. 13.00 czyli wcześniej niż planowaliśmy, bo sam załadunek był przyśpieszony, co Nas ucieszyło, lepiej jeździć za dnia niż po nocy, choć i tej nie dało się uniknąć. Gdy przekroczyliśmy granicę zaczeliśmy szukać stacji aby się zatankować i przy okazji coś zjeść, obiad był ogromny, smaczny i syty, był wieczór więc taki spóźniony obiad był jak najbardziej na miejscu. Niestety, chwile dobrego jak zwykle kończą się szybko, z pełnymi brzuchami zasiadamy do pojazdu i w drogę. Ja zasiadam za sterami, mój zmiennik siada dopiero po paru godzinach gdzie ja w tym czasie przysypiam lekko, budząc się gdzie mieliśmy zrzucić pierwszą partię blondynek, szybka kawa, formalności i jedziemy dalej. Świnki senne podobnie jak i my, cel już nie daleko, zmieniamy się po drodze, mój zmiennik zapada w sen, ja ciągnę dalej jazdę do samego celu. Trochę było kombinacji bo miejsca było mało, przyczepę musieliśmy odpinać i oddzielnie rozpocząć rozładunek. Kłopoty rozpoczęły się gdy podczas liczenia stada okazało się, że jedna sztuka padła, a pięciu brakuje. Liczenie ponowne, wynik ten sam i tak za czwartym razem doszliśmy do tego, że jednej brakuje, jedna padła, wynik do przyjęcia. Gospodarze podczas wypełniania formalności zaprosili na obiad z którego nie mogliśmy sobie odmówić. Powrót szybko do domu, weekend rozpocząłem od sobotniego poranka słonecznego, budząc się w czystej pościeli w swoim łóżku.
