czwartek, 12 sierpnia 2010

Mija czas, nie ubłagalnie...

W nowej pracy przechodzę serię testów sprawnościowych jak i prób psychicznych i sam nie wiem czego jeszcze. Zauważyłem, że jak samochód zakopie się w trudnym terenie  to zaraz robi mała afera, dziwne uśmieszki, dziwne komentarze, nawet niby to jest karane przez szefa firmy za wyciąganie pojazdu gdy zagrzebał się, bo szef tej firmy twierdzi, że betoniarki są do jeżdżenia, a nie ciągania przez inny pojazd, nawet lin holowniczych nikt nie ma! Dziwne podejście, zwłaszcza gdy najczęściej podjazd pod budowę przypomina lekką ekstremę dla pojazdów nie przystosowanych pod taki grunt z jakimi najczęściej się spotykają. Największy ból tych betoniarek jest brak przedniego napędu, mimo, że na tylne dwie osie można zblokować, dwie przednie pozostają bez napędów co jest w tym przypadku dość niewybaczalne, co się szybko mści. Tak właśnie wczoraj było w moim przypadku, cofając nie "wkręciłem" na obroty odpowiednio i przedwcześnie zatrzymałem się przed pompą, dalsze próby poprawki nie odniosły skutku, dopiero ciągnik budowlany mnie po małych problemach wyciągnął na tyle aby ponownie wjechać pod pompę prawidłowo.
Mówimy o terenie gliniastym, torfowym w tym okresie pory letniej, co się będzie działo jesienią, wiosną, podczas deszczów, słoty wiosenno-jesiennej? Oczywiście moje poczynania zostały poddane komentarzom lokalnym pracownikom, słuchy chodzą, że nawet jak kierowca "popełnia" takie czyny to pracownicy budowy mają jakiś dziwny wpływ na przyjazd tego samego kierowcy na budowę. Hmmmm...ok, Ja się dopiero uczę, tak samo jak podjazdu pod zsyp betonu z węzła, nic nie widać, trzeba trafić wlewam gruszki w zsyp węzła, niby prosta czynność ale...nie tak do końca! Chyba mój stwardniały kręgosłup tego jakoś nie załapał i kombinuję podjazd po swojemu udając, że wychylam się całym ciałem poza okno kierowcy. No cóż jakieś stare nawyki weszły w tą firmę i tego się każdy trzyma. Lecz to nie wszystko, ale o tym później i po kolei.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz