wtorek, 1 lutego 2011

No to co z dalszą pracą?

Jak by tu napisać!? Postanowiłem odpocząć jakiś czas, tym bardziej że święta się zbliżały, żona przestraszona, że może mi się coś stać podczas tej zimy wywnioskowała iż dobrze się stało, że pożegnałem tamtą firmę. No ale przecież nie mogłem spocząć na "laurach" szukałem jej w dalszym ciągu, bo przecież wiecznie w domu siedzieć nie będę. Rozglądałem się tu i tam, większość ofert zaciągało lipą, w necie myszkowałem za opiniami i raczej dawałem sobie spokój. Jednak jedna mi się trafiła, ktoś prowadził nabór kierowców w Belgii, po krótkiej rodzinnej rozmowie podjąłem decyzję, że tam pojadę. Udało mi się zebrać jeszcze trzech innych chętnych i tym sposobem udało nam się zejść do minimum z kosztów tej wyprawy. Samo spotkanie miało miły charakter, sporo konkretów odnośnie samej pracy jak i też oczekiwań, ale i również profitów, które w większości z nas zaskoczyły, my kiermani nie przyzwyczajeni zostaliśmy do takich zaskakujących propozycji ze strony pracodawcy! Zauważyłem, że spora część przybyłych jakby lekko nie dowierzała, lecz chyba opory padły jak wręczono nam wzór umowy na której było wszystko napisane od początku do końca. Wracaliśmy do kraju podreperowani moralnie, że jakieś światełko w tunelu zaświeciło. Oczywiście były jeszcze później jakieś wątpliwości, ale braliśmy je na karb że życie pokaże wkrótce samą prawdę. Pozostaje nam jedynie w Siedlcach u prawnika podpisać umowę i z dniem 1 marca br. jesteśmy zatrudnieni, czekając na wylot samolotem do Belgi po odbiór wozów i od razu do roboty. Hmmm...czas pokaże, w piątek jadę podpisywać umowę, może prawnik coś więcej wie? Któż to wie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz