Niby tak, ale czy na pewno? Miałem z moim kolegą jechać na ryby, terminy zajęte miejsc nie ma, od jakiegoś czasu czekaliśmy na okazję, bo a nóż zwolni się miejsce i dokoptujemy w ostatniej chwili! Ta chwila nadeszła wczoraj, są dwa miejsca Jacek nie może jechać (córka mu się rozchorowała) Ja dostałem ostrzeżenie od siostry i poparła Ją moja żona, faktycznie jeszcze nie najlepiej się czuję, a połów na kutrze na Bałtyku to nie spacerek po jeziorze i nie chciałem ryzykować, również zrezygnowałem. No cóż, będą jeszcze okazje na wyjazd, ale z drugiej strony to świeża rybka(dorsz) na święta by się przydała, zwłaszcza, że złowiona "własnymi ręcyma" smakuje jeszcze lepiej. Hmmm...szkoda, że tak wypadki się potoczyły, ale jak widać życie kreuje zupełnie inne plany niż by się chciało.
Wczoraj posiadłem wiedzę teoretyczną na temat wyrobu strzał łuczniczych, skąd tu zdobyć pióra gęsie, indycze? Promienie do strzał już mam, tylko działać! Powoli kończy się dublet Kacpra, małe problemy wyszły przy okazji, ciągłe konsultacje kroju, wykończenia wymusiły różnice zdań. Nie mniej jednak prace posuwają się do przodu. Ciągle o czymś czytam, aby historyczność stroju u uzbrojenia była choć na dobrym poziomie, jak przeglądam tematykę w tym zakresie to zaczyna mnie boleć głowa, ale brnąć dalej trzeba! Matko Naturo! Daj siły na to wszystko!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz